Strona:PL Luís de Camões - Luzyady.djvu/186

Ta strona została przepisana.

45.  Tak wódz z ministrem swojemi lektyki
Dążą przed dworca monarchy podwoje;
Inni Luzowie zebrali się w szyki
Wojenne — jako zwykli chodzić w boje:
Lud krąży, słychać zmieszane okrzyki
Na widok obcych — wnet padłyby roje
Zapytań, gdyby nie chybiały celu
Niezrozumiałe, jak u ścian Babelu.

46.  Minister z wodzem prowadzą rozmowę
O wszystkiém, co ich w téj chwili otacza:
Monsaid słów ich wykłada osnowę,
Obudwu służąc dzisiaj za tłómacza.
Tak przez ulice krążyli miastowe
Do gmachu, co się wieżami odznacza,
Jest to świątnica: — stanąwszy przed bramą
Katual powstał i wkroczył doń z Gamą.

47.  W świątnicy stały bóstw licznych figury,
Rzezane z drzewa, ciosane z kamienia,
Różne z oblicza, różnéj malatury
Uosobione szatańskie zmyślenia;
Straszne, obrzydłe tych figur kontury,
Jakby chimery potworne rojenia:
Chrześćjanie, zwykli dawać swemu Bogu
Kształt ludzki, tutaj osłupieli w progu.

48.  Jedna poczwara łeb jeży rogami,
Jak Jowisz Ammon w Libijskiéj pustyni;
Tu kadłub jeden, lecz z dwiema twarzami,
Jak Janus w rzymskiéj odwiecznéj świątyni:
Ten zaś mnogiemi włada ramionami,
Co go podobnym do Brjareja czyni;
Inny z psią głową — pół człowiek, pół zwierzę,
Niby Anubis, co w Memfis cześć bierze.

49.  Gdy barbarzyniec złożył hołdy bogom
Z zabobonnemi swojémi obrzędy,
Nie zwłócząc dłużéj — ku królewskim progom
Poszło poselstwo, a lud krąży wszędy.
Tłum rośnie, żadnym nie przepuszcza drogom,
By ujrzéć Gamę, gdy będzie szedł kędy: —
Zajęte okna, zajęte balkony
Przez starców, młodzież, dziewice i donny.