Strona:PL Luís de Camões - Luzyady.djvu/37

Ta strona została uwierzytelniona.

60.  Już widać było, jak leciuchne łodzie
Ku statkom Luzów biegły przez głębiny,
Wioząc zapasy. Rządcę traska bodzie,
On bierze Luzów za dzikie drużyny
Z ziem nadkaspijskich, co w srogim pochodzie
Szerokie w Azyi podbili krainy[1];
Aż opuszczony przez zbyt smutne losy
Gród Konstantyna uległ pod ich ciosy.

61.  Wita wódz Maura z uśmiechem na twarzy
A z nim i jego towarzyszy wielu:
I kosztownemi tkaninami darzy,
Które wiózł z sobą w tym jedynie celu:
Daje słodycze i płyn, co krew żarzy,
Maurom nieznany, służący k’weselu.
Chętnie przyjmuje Maur te wszystkie dary,
Spożywa ucztę i spełnia puhary.

62.  Pnąc się po linach ponad biesiadniki,
Mogli podziwiać luzyjscy majtkowie
Ich dziwne stroje; zwyczaje, nawyki,
Mogli zawiłéj przysłuchać się mowie.
Nie mniéj się chciwie przyglądał Maur dziki
Ich cerze, strojom i statków budowie;
Śród kroci pytań to rzuca drużynie,
Czy nie z ziem Turcyi ich wyprawa płynie?

63.  Z większą się jeszcze ciekawością zdradza
Do ksiąg wyznania, ustaw prawodawców,
By się przekonać, czy się z niemi zgadza,
I czy Chrystusa odgadł w nich wyznawców?
Więc wszystko bada, i prosi, by władza
Gamy — przez woli swojéj wykonawców —
Dała mu poznać broń i wszelkie zbroje,
W których Luzowie wychodzą na boje.

64.  Na to wódz mężny rzecze przez drogmana
Wyćwiczonego w ciemnéj Maurów mowie:
„Prześwietny panie, poznasz nasze miana,
Nasz kraj, ustawy, broń, którą Luzowie
Wiozą. Nam Turcyi kraina nie znana,
Nie z tych ziem wstrętnych są moi ziomkowie;
Silna Europa śle swoich wojaków
Do sławnych Indyj nowych szukać szlaków.


  1. Turcy — panowie Arabii i wielu portów na morzu Czerwoném, — pokazywali się już w téj porze na wschodnich wybrzeżach Afryki (Lamarre).