Strona:PL Maria Konopnicka - Cztery nowele.djvu/174

Ta strona została skorygowana.


II.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Urzędowe czynności magistrackiéj kancelaryi w G. były już w pełnym biegu, kiedy Hanka Blacharzówna stanęła w jéj progu.
U drzwi szwargotało półgłosem kilku żydków, przeciągając raz po raz w różnych kierunkach grzbiety, brudnemi chałatami okryte, jakby dla ulżenia sobie w jakiéjś tajemnéj dolegliwości; daléj stał chłop zafrasowany, wzdychający, w parciance samodziałowéj, z wysokiém biczyskiem w jednéj garści, a z czapką półtoraczną w drugiéj; jeszcze daléj napół pijana baba, z różą na twarzy, szturchała zmizerowanego wyrostka, który stał przed nią, jakby do płaczu skrzywiony; w głębi zaś, tworząc tło urzędowe tego obrazu, drzemał na ławie pod piecem strażnik, kiwający się w tył i na przód, wydający od czasu do czasu silne, urwane chrapnięcie.
Główną ścianę kancelaryi zdobił obraz w pozłocistych ramach; pod nim stał długi, pokryty zieloném suknem stół, przy którym pan burmistrz przeglądał świeżą gazetę, bębniąc zlekka po stole palcami pul-