Strona:PL Maria Konopnicka - Cztery nowele.djvu/197

Ta strona została skorygowana.


schniętego potrawu. Pod jedną z kupek takich usiadła i oparła głowę.
...Niech jeno ranek, zaraz pójdzie do rzeźniczki, sama pójdzie, prosić będzie, a musi służbę znaleźć. Już jéj nikt nie namówi na takie życie... Ręce sobie do łokci pourabia, a na złe się nie puści... Niech Calik co chce gada, albo i inni, nie puści się i nie puści... Takie ma postanowienie w sobie. Pana Jezusa oto na pomoc wezwie i świętego Antoniego... Ach, Panie Jezu Chryste i święty Antoni!... W imię Ojca i Syna i Ducha świętego... Ojcze nasz, któryś jest w niebie... Zasunęła się głębiéj w siano, opuściła głowę, usnęła.
Sen miała ciężki, męczący.
Śniło jéj się, że ojciec jéj, stary Kacper Blacharz, szewc z Pabianic, trzewiczki jéj szyje... takie maluśkie trzewiczki. Szyje, szyje, młotkiem podeszwy klepie, dratwy dociąga nakrzyż, szpilki struże, a to wszystko na drogę dla niéj, bo ona w pobyt idzie... A taka z niéj mała dzieweczka, taka mała, że jéj ledwo z dziesięć latek... Matka ją w czystą koszulę obłóczy, warkoczyki jéj plecie, starsza siostra fartuszek pierze, starszy brat wozem zajeżdża, a to wszystko dla niéj w pobyt... Przyszedł ksiądz proboszcz, pieśni z organistą śpiewa, święconą wodą wóz kropi, a tu jak nie hukną dzwony... Wstrząsnęła się i otwarła oczy.
Wiatr nocny mgły gdzieś na strony rozegnał, nad nią wisi szafir ciemny i głęboki, a wielka, jasna gwiazdka, jak złoty jaskier, w pośrodku się pali. Księżyc się już ku zachodowi obrócił, a łąka, jak okiem zajrzéć, pod tumanem srebrnym, jakby pod jeziorem, stoi. Derkacz odzywa się to bliżéj, to daléj, wilgotny chłód po kościach chodzi...