Strona:PL Maria Konopnicka - Cztery nowele.djvu/206

Ta strona została skorygowana.


III.

Zaczęły się tedy dla Hanki dnie nowego życia. Zrazu pracowała gorączkowo, świtem na redlinie stając, nocą z pola schodząc, palcami ziemię przesiewając niemal. W południe piekła garść kartofli, do których kupowała sobie trochę soli, reszta zarobku szła na chleb, który dziewczyna dzieliła na dwie części, na ranny i wieczorny posiłek. Po tygodniu wszakże takiéj pracy znacznie osłabła; i chociaż z równą gorliwością kopać usiłowała, często przecież w oczach jéj ciemniało nagle, a trzęsące się ręce nie mogły już z takiém, jak wpierw, natężeniem uderzać motyką w korzenistą ziemię. Zdarzało się téż, że młynarz, który od czasu do czasu kopania doglądać przychodził, znajdował za dziewczyną jeden i drugi kartofel w redlinie, krzyczał wtedy, czapkę o ziemię ciskał, nogami tupał, za głowę się darł i po groszu, po dwa z mizernéj zapłaty wytrącał. Hanka przecież znosiła to wszystko. Owszem, czuła się niemal szczęśliwą. We dnie miała robotę, jak i inni ludzie, nocą tuliła się gdzie w bruździe i nakrywała płachtą, na pewność któréj Fabich wziął do siebie jéj czerwony paszport. Mogła wyżyć. Noce wprawdzie coraz to były chłodniejsze, a dzie-