Strona:PL Maria Konopnicka - Cztery nowele.djvu/22

Ta strona została skorygowana.


nasze miało całe tuziny ledwo odzianych dzieciąt, trzepoczących się jak wróble w kurzu ulicznym; miało mnóstwo kur z przyznanemi prawami obywatelstwa, rozgrzebujących poważnie śmiecie na środku rynku; — oraz całe procesye kaczek, pluszczących się w stojących tamże po każdym deszczu kałużach, — i wiele jeszcze innych, równie kompromitujących znamion znikczemnienia chłopskiego prawie i zaparcia się swéj własnéj miejskiéj godności.
Czego zaś miasteczko nasze nie miało, nie będę tu wspominać dla dwóch przyczyn: pierwsza, że i stolica nasza wielu rzeczy niezbędnych miastu dotąd także nie ma, a powtóre, że ono samo nie obliczało się nigdy ze swemi brakami, sądząc, i słusznie, w prostocie ducha swojego, że wiatr rozniesie wreszcie każdą kupę śmiecia, że słońce wysuszy każdą kałużę i, co nawet jest dowodem wysokiéj moralności jego, że ludzie wieczorem powinni siedziéć w domu, a nie rozbijać nosów, włócząc się po ciemnych ulicach.
Otóż, przyjąwszy raz tę zasadę, zgodną najzupełniéj z prawami natury i etyki, władza administracyjna naszego miasteczka spała dobrze, trawiła jeszcze lepiéj, a co najważniejsza, nie „wysadzała” żadnych komisyj i, co za tém idzie, miała mniéj rozczarowań a więcéj spokoju.
Otóż w tym to błogosławionym zakątku, który nie miał nic wspólnego z burzliwemi teoryami rozwoju, na jednéj z uliczek, wybiegających już w pole, bujnym obsiane owsem, na samym brzegu rzeki, która tutaj rozlewa się po piaszczystym odsepie i bywa płytką o wiośnie nawet, stało ubogie domostwo, chata prawie.
Dach, gontami pobity, łatany był i mchem pora-