Strona:PL Maria Konopnicka - Cztery nowele.djvu/220

Ta strona została skorygowana.


IV.

Koza w G. niewiele się różniła od innych tegoż rodzaju instytucyj małomiasteczkowych. Zabite deszczułkami okienko rzucało skąpe światło na błotnistą podłogę, odrapane ściany krzywiły się każda w inną stronę; pod jedną ze ścian tych stała brudna, wązka ława, przez drugą słuchać było wesołe krząkanie magistrackiéj trzody. Grube płachty pajęczyn zwieszały się od pułapu i po mrocznych kątach, garść słomy leżała pod oknem, pieca wcale nie było. Zbytkowną część budynku stanowiły drzwi, nieheblowane wprawdzie, ale z nowych, mocnych desek wielkiemi bretnalami zbite, na urząd dopasowane, ryglem i kłódką z zewnątrz opatrzone.
Koza w G. nigdy nie bywała pusta. A jeśli w niéj nawet chwilowo lokatora brakło, wstawiano tam stare beczki od kapusty, zesypywano wióry, plewy, ogrodowiznę, łupiny od jarzyn — co Bóg dał.
Powietrze téż było tu ciężkie, duszące, zastarzałym jakimś kwasem przejęte, a przegniłe przyciesie od strony chlewika sączyły wilgoć nieustanną.
W takiéj to kozie od trzech dni siedziała Hanka, kiedy wpuszczono do niéj nową lokatorkę. Była to