Strona:PL Maria Konopnicka - Cztery nowele.djvu/272

Ta strona została skorygowana.


padłe, oczy błyszczące jak dwie żółte iskry, podszedł i zaczął się obcierać o nogi dziewczyny. Hankę porwał płacz nagły, rzęsisty. Rzuciła się twarzą na powięź słomy, a głuche łkania wstrząsały jéj nędzném ciałem. Uspokoiła się wreszcie, zmówiła pacierz, i ucałowawszy ziemię, ubitą stopami staréj praczki, wstała. Kot miauczał ciągle, ale coraz słabiéj. Wtedy schyliła się dziewczyna, i wziąwszy go pod chustkę, obejrzała się raz jeszcze po pustych kątach i wyszła.