Strona:PL Maria Konopnicka - Cztery nowele.djvu/290

Ta strona została skorygowana.


zgą w ręku; pomiędzy czterema symetrycznie zasadzonemi wierzbami wznosił się krzyż poczerniały, u stóp którego, jakby całą garścią rzucone, zakwitło kwiecie polne.
— O Panie Jezu Chryste! — jęknęła Michalakowa, któréj coraz grubsze krople potu po czole spływały. — O miłosierny Jezusieczku, zmiłuj się nad nami!...
I nie puszczając z rąk dziecka, na kolana padła, a ucałowawszy zroszoną jeszcze ziemię, zaczęła mówić pacierz tym wpółgłośnym, przerywanym ciężkiemi westchnieniami szeptem, który jest właściwy żarliwéj modlitwie naszego ludu.
Stało się to w chwili, kiedy strażnik zapalał swą „trubkę,” klnąc przez zęby, że mu ognia chwycić nie chciała. Hanka przeżegnała się i także uklękła. Na gościńcu nie było nikogo.
Rozkołysało się serce Michalakowéj od owych ciężkich westchnień, a stłumiony szept pacierza przeszedł w głośną, jęczącą modlitwę.
— O Panie Jezu Chryste! O najsłodszy Jezusieczku! — mówiła, wznosząc oczy ku wielkim, sterczącym gwoździom, któremi były przybite nogi Ukrzyżowanego, — ochfiaruję ci téż ten pacioryszek na cześć i chwałę Twoję przenajświętszą, na zbawienie duszy mojéj, amen! A ochfiaruję ci go, Panie Jezu Chryste, za te moje sieroty, coś je stworzyć i odkupić raczył męką Swoją przenajświętszą, a com ja, matka, ostawić je musiała na poniewierkę i na zatracenie... I ochfiaruję ci ten pacioryszek za tego mizerotę, co go oto niosę, i za tę drogę moję, i za wszystkie grzechy i ciężkości moje i krzywdy!... A jakoś się, Panie Jezu Chryste, w Ogrójcu krwawo pocił, tak mnie dowspomóż zwyciężyć tę