Strona:PL Maria Konopnicka - Cztery nowele.djvu/307

Ta strona została skorygowana.


IX.

Przed starym Arsenałem bzy cudownie zakwitły téj wiosny. Wielkie ich, pięknie okrzesane i symetrycznie zasadzone krzaki osypane były jasno-liliowemi gronami kwiatów, których silna, upajająca woń rozchodziła się szeroko.
Pod niemi w gwiaździstych i owalnych klombach bujały irysy błękitne, a wśród srebrnéj zieloności traw włoskich wychylały się gęsto główki zroszonych stokroci i wielkie, aksamitne bratki. Powietrze pełne było świegotu i ożywczego chłodu. Na wysypane żwirem ścieżki młodociane kasztany i akacye rzucały drżące, lekkie cienie, a delikatne spireje zakrywały jasną zielenią swych drobnych liści i białością puszystego kwiecia pleśń wilgotną, któréj wielkie, rude plamy występowały na zewnątrz żółtych murów, jakby zdradzając ich wewnętrzną zgniliznę.
Na ulicy była cisza zupełna, godzina może czwarta rano, kiedy nizka, sklepiona brama Arsenału, po któréj obu stronach rozciągał się ów wirydarz kwietny, zaskrzypiała na swoich rdzawych zawiasach i otwarła się z głuchym łoskotem.
Strażnik, który ją odemknął, był to nizki, zeschły