Strona:PL Maria Konopnicka - Cztery nowele.djvu/33

Ta strona została skorygowana.


groziło tak zblizka, a które on miał dość odwagi wyzywać niejako. Przychodził do przełazka wzruszony, niespokojny, i patrzał, patrzał, patrzał i napatrzyć się oczu tych nie mógł. Dziewczyna, szczebiocząc z nim, grządki swoje pełła, króliki karmiła, ziemniaki skrobała, a wszystko szło raźniéj jakoś i weseléj. Nie była już samą. Burek tylko, widząc się zaniedbanym teraz, warczał za zbliżeniem się chłopca, póki go Kasia nie uciszyła, głaszcząc po łbie kudłatym śniadą swoją, opaloną rączką.
Tak minęły dwa lata, dwie zimy — i znów przyszła wiosna. Kasia, piętnastoletnia już wówczas dziewczyna, wyrosła i rozkwitła pięknością niezwykłą, jak dziki kwiat leśny. I chociaż śliczne jéj włosy okrywała tylko mizerna chusteczka, chociaż na święto miała jedyną, spłowiałą, perkalową sukienczynę, a na codzień lichy modraczek, to jednak, kiedy otworzyła świeże, czerwone usta, na których uśmiech, jak motyl złoty, siadywał; kiedy podniosła oczy swoje przejrzyste i zawiodła jednę z tych piosnek, które na polach naszych skowronki gubią w przelocie, — Kasia była tak piękną, tak wiosennie powabną, że patrząc na nią, mimowoli przypomniéć było można zasłyszane kiedyś baśnie o zaklętéj królewnie. Uriel po dawnemu patrzał na nią z dziwem, a gdy znikła w progu chaty, stał jeszcze i widział ją przed sobą, migającą mu, jak mgiełka w błękitném, wiosenném powietrzu. Źrenice jego nauczyły się, chodząc za nią ciągle, odtwarzać obraz jéj, gdy jéj już nie było. Widocznie urok rzuciła na niego.
Pewnego czerwcowego wieczora, Kasia, piorąc chusty, stała u rzeki na kamieniu, w krótkiéj spódni-