Strona:PL Maria Konopnicka - Cztery nowele.djvu/40

Ta strona została skorygowana.


Na krzyk ten, zerwała się Kasia i, jak obłąkana, biedz w stronę rzeki poczęła...
Powstało zamieszanie okropne, ludzie rzucili się jedni ratować, inni uciekać. Ci właśnie spostrzegli Kasię. Ktoś krzyknął: „czarownica!” a na to hasło, tłum rozjątrzony rzucił się za nią w pogoń, miotając kamienie, obelgi i błoto, co kto miał.
Bez tchu leciała dziewczyna, jak wichrem niesiona; jasne jéj długie włosy rozplotły się w biegu; mizerna chusteczka, związana na piersiach, szeleściała jako skrzydła ptaka... Już, już dopaść miała chaty ojca swego, gdy przebiegającą mimo farbiarni kamień trafnie rzucony uderzył w głowę tak silnie, że dziewczyna bez pamięci na ziemię upadła. Krew polała się z rozciętéj skroni, tłum roznamiętniony coraz był bliżéj i byłby ją rozszarpał niechybnie, gdy w progu farbiarni ukazał się Uriel, dziewczynę ranioną pochwycił na ręce i drzwi zaparł. Napastnicy, ujrzawszy strugę krwi czerwoną, ostygli jakoś w zaciętości swojéj i, powybijawszy tylko szyby w farbiarni, do pożaru w miasteczku wrócili. Tymczasem nadbiegł Paweł, który z garstką odważnych ratował kościół od ognia; w drodze dowiedział on się o zajściu pod farbiarnią i biegł oszalały prawie z bólu i wściekłości. Gdy do izby wszedł i obaczył krwawe na podłodze ślady, zatrząsł się cały, a chwyciwszy się obiema rękami za włosy siwe, ryknął, jak zwierz raniony, i padł na ziemię przy ławie, na któréj złożono Kasię, tamując naprędce krew, obficie spływającą na bladą jéj twarzyczkę. Chwilę tak leżał z zaciśniętemi pięściami i chrapliwym oddechem, a łzy grube, ciężkie spadały mu po zoranéj troską twarzy.