Strona:PL Maria Konopnicka - O krasnoludkach i o sierotce Marysi.djvu/187

Ta strona została uwierzytelniona.


P



II.

Południe było znojne, gorące. Kosiarze dosiekali łąki. Długi ich rząd posuwał się równo, równo wyciągały się grzbiety i ramiona w lnianych, błyszczących w słońcu koszulach, równo szły jasne kosy w trawę tuż przy ziemi. Na miedzy, pod gruszą, stały już dwojaki gliniane, złocąc się ziemniakami i bielejąc mlekiem. Dzieci, które je z chat przyniosły, bawiły się w „zgadanego”, usiadłszy kupką całą na górce, w modrych spódniczynach, w czerwonych spencerkach, właśnie jak ostróżki i maczki.
Wtem patrzą, a tu z pod gaju toczy się człeczek maluśki i prosto do dwojaków idzie.
Krężałek to był, paź Króla Jegomości Błystka, który dla zbytniej swej tuszy, upału ścierpieć nie mogąc, wziął łyżkę i miskę i szedł do kosiarzy, żeby tam kwaśnego mleka pojeść i nieco się orzeźwić.