Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Barbara Tryźnianka.djvu/167

Ta strona została przepisana.

skrzypce — ale sama nie wyszła, choć chwilę na nią czekał.
W ciemnej sionce, na kupie trzasek — dziewczyna siedziała z psem na kolanach — i płakała cicho. Kret to wył i skowyczał rozpacznie, to lizał Zuzię po twarzy — i tak te dwie żałości żegnały Tomka, który niefrasobliwy, już myślą od nich daleki — jechał na nowe życie.



∗                         ∗

Gozdawowie osiedli w Warszawie — w pięciu pokojach od frontu. Opowiadano znajomym, że majątek oddali starszemu synowi w administracyę, a sami zamieszkali w mieście dla zdrowia pana Feliksa i skończenia wychowania córki. Terka miała od jesieni brać lekcye prywatne, a tymczasem jakoby do tych nauk się przygotowywała.
Pan Feliks był, jak zwykle, dobrej myśli, napomykał, że możeby dla zabicia czasu zajął się jaką pracą — a tymczasem bywał w cukierniach, odwiedzał znajomych — wieczorami miewał partyę winta lub pikiety — jeszcze się łudził spadkiem po bracie i nawet na to znajdował kredyt, lub też propozycye wejścia do spółki w różnych przedsiębiorstwach.
Pani Feliksowa miała bezustanne zajęcie z urządzaniem mieszkania, ubieraniem Terki — i pilnowaniem dyety i régime’u męża.