Strona:PL Marrene Dzieci szczescia.djvu/147

Ta strona została skorygowana.
143
──────


Jakby dla lepszego upozorowania tych słów, zaczął przeglądać podręczny notatnik.
— Tak jest: suma ta wynosi jedenaście tysięcy sześćset dwadzieścia rubli.
— Panie prezesie, ja sam przeglądałem papiery i rachunki zmarłego — nie znalazłem nigdzie śladu téj wierzytelności.
— To dziwne! ale rozumie pan, iż dla mnie fakt to zupełnie obojętny. Jest to nawet poniekąd zbieg okoliczności szczęśliwy. Wiem, iż w podobnych razach najzamożniejsze nawet rodziny są chwilowo w przykrém położeniu, skoro więc w papierach Sawińskiego nie ma śladu tego długu, możemy więc tu uniknąć wszelkich formalności. Dzieci są przecież jego jedynemi spadkobiercami. Przygotowałem tu nawet pieniądze, weź je pan.
I jakby nie zważając na milczenie młodego prawnika, mówił daléj:
— Skorzystam i ja z téj sposobności, ażeby uczynić panu propozycyę, o któréj mówiliśmy z biednym Sawińskim. Mam niektóre ważne sprawy. Chciałbym je powierzyć komuś... komuś zdolnemu, jak pan. Rękojmię stanowi dla mnie szacunek i przyjaźń zmarłego. Nie będę się wahał oddać tych spraw panu, któremu on oddawał najukochańsze dziecię. Zresztą, tym sposobem zachowam z jego rodziną stosunki, jakie mnie łączyły z nim samym. Miejsce, jakie