Strona:PL Marrene Dzieci szczescia.djvu/76

Ta strona została skorygowana.
72
──────


— Zapytać się mnie! — powtórzył. — Zdaje mi się, że jesteś człowiekiem rozumnym; nie potrzebujesz pytać i wiesz sam, co uczynić należy. Ty zresztą jesteś jeszcze najszczęśliwszy z całéj rodziny; masz swoje stanowisko.
— Ja?... Jeśli mówisz o tym tysiącu rubli pensyi rocznéj, to masz téż co brać w rachunek. Wiesz dobrze, iż mi zaledwie starczy na cygara.
— Ależ to zmienić się musi!
Stanisław rzucił z gniewem niedopalone cygaro, mrucząc przez zęby:
— Niech dyabli wezmą podobne położenie.
Ryszard zrobił widoczny wysiłek woli i zwrócił się do niego, jak do rozkapryszonego dziecka.
— Pomyśl — wyrzekł — ilu ludzi posiada mniejsze środki, niż te, o których wyrażasz się tak lekceważąco, a pomimo to żyje przyzwoicie.
— I cóż ztąd! Czemu mi nie dasz odrazu za przykład nędzarzy, nie mających nic wcale; oni także żyją...
— Bo do nędzy z tysiącem rubli rocznie jest ci bardzo daleko.
— Wszystko jest względne, a z mojemi potrzebami...
— A! z twojemi potrzebami... — powtórzył powolnie Ryszard. — Tak, rzeczywiście, rozmowa nasza jest daremna.