Strona:PL May Nad Rio de la Plata.djvu/489

Ta strona została skorygowana.
—   455   —

Podczas tej sceny żołnierz był tak przelękniony, że stał, jak słup, i dopiero po chwili ozwał się:
— Co wy robicie? Przecież ranchero nie jest waszym wrogiem!
— Tak, jak i wy! Przecie jesteście żołnierzem jednej z band Jordana...
— Proszę mię puścić! — odparł wymijająco i szarpnął się w zamiarze ucieczki.
Ale zatrzymałem go silną dłonią za ramię, mówiąc:
— Nie tak energicznie, mój drogi! Widzicie ten rewolwer? Jeden jeszcze ruch bez mego pozwolenia, a strzelę wam w łeb! Bo z nami, miły człecze, niema żartów!
Na tę groźbę moją zmienił taktykę i począł się tłomaczyć:
— Com ja winien, sennor? Muszę przecie robić to, co mi każą...
— Rozumie się, i dlatego nie mam zamiaru wyrządzać wam krzywdy, jeżeli tylko, rozumie się, zechcecie mi odpowiedzieć na kilka pytań. Być może nawet, że, dowiedziawszy się, co mi potrzeba, puszczę was zupełnie na wolność. Ostrzegam jednak, że jeżeli złowię was na kłamstwie, źle będzie z wami!
— Dobrze, proszę pytać.
Łatwe poddanie się draba moim żądaniom dawało mi wystarczające o nim pojęcie. Nie należał snadź do śmiałków, a wysłano go tu zapewne tylko-li dlatego, że widział nas przedtem u Jordana.
— Gdzie znajduje się obecnie Lopez Jordan?
— Jeszcze jest w głównej kwaterze.
— A major Cadera?
— W Paranie. Dowodzi tam oddziałem, który ma obsadzić brzegi rzeki i w poszukiwaniu was zrewidować wszystkie przepływające okręty.
— A ilu żołnierzy jest tu, koło rancha?
— Czterystu.
— Któż nimi dowodzi?
— Pewien major.