Strona:PL Melchior Pudłowski i jego pisma.djvu/075

Ta strona została przepisana.

Bo jednoś począł kwitnąć, by kwiatek różany,
Aliś od nieżyczliwej śmierci wnet obrany,
Obrany by na lesie, jednak imię słynie:        5
Umie-li co pióro me, twa sława nie zginie.



115.   Do Stasia o żenie.

Nie wiesz Stasiu, co o twej żenie powiedają.
Powiem ci, dziękujże mi: mnisi z nią siadają.



116.   Do Jakóba Secygniowskiego, starosty Szydłowskiego.

Patrzaj pilno, gdy owo bądź w boru, bądź w lesie
Jedno drzewo nad drugie bujniej się wyniesie,
Jako na nie gwałtowniej wiatry się puszczają
I na pieczy je więtszej niepogody mają,
Chcąc je z gruntu wywrócić, zajźrząc mu urody,        5
Gromem, gradem, piorunem czynią więc w nim szkody,
Częściej niż owym drugim, co niższy wzrost mają,
Bo nie tak o pień podły, jak o znaczny dbają.
Równie się tak dziś ludzie na świecie sprawują,
Kiedy kogo w znaczniejszych cnotach nad się czują.        10
Rozpuszczą nań języki, dziwnie go szkalując,
Cnót mu onych bez wstydu wszetecznie ujmując,
Złe pogody puszczając nań swej wszeteczności,
Zajźrząc mu, iż je ubiegł do więtszej dzielności.
Lecz to u cnoty wszytko nizacz prawie stoi,        15
Bo się ona złej mowy, zazdrości nie boi,
A jeszcze się tym znaczniej przy zazdrości świeci,
Bo zazdrość zawżdy cnocie jasny ogień nieci.
Tobie wiem, iż też zajźrzą, lecz, Jakóbie złoty,
Puszczaj mimo się wszytki takowe kłopoty,        20
Bo daleko jest lepiej, iż kto zajźrzy tobie,
Niż by ty komu zajźrząc, miał się żąć sam w sobie.
Też kto swej ufa cnocie, cudzej nie ujmuje,
Lecz który w swojej wątpi, cudzą rad szkaluje.
Jeden fortel na zazdrość, nic nie czuć do siebie,        25
A wszytko mężnie w każdej wytrzymać potrzebie.
Dopuszczać nawałnościom na swą cnotę wstawać,
Lecz od niej w nagorszy czas przedsię nie odstawać.