Strona:PL Michał Bałucki-Polowanie na żonę.djvu/52

Ta strona została uwierzytelniona.

w którymby jego postawa i pobożność najefektowniej udać się mogły, usiadł i zatopił gorliliwie oczy w słowniku francuskim. A że ta postawa nie dość świątobliwą mu się wydawała, więc przeszedł ku ołtarzowi i uklęknął. Tutaj wpatrując się w obraz z westchnieniem, gdy począł rozpamiętywać, że od tej chwili zależy jego przyszłość, szczęście, spłacenie długów, obiady nie na kredyt jadane, tak się rozrzewnił, że klęczenie mu niewystarczało i położył się krzyżem na ziemi zanosząc gorące modły do Pana Zastępów, by go Pelagija nie minęła. Pobożność jego tembardziej wzrastała, gdy pomyślał, że ona w tej chwili patrzy już na niego i zbuduje się jego pobożnością. Obtarł więc spiesznie nos, nurzający się pokornie w pyle przed Panem zastępów, by się z zakurzonym nosem nie sprezentować swojej bogdance i wstał gotując sobie minę zdziwionego i mile uradowanego na widok Pelagii. Ale miłe zdziwienie przeszło w bardzo niemiłe, skoro obróciwszy się nie zobaczył nikogo prócz babki kościelnej, która z kluczami w ręku czekała na wyjście nabożnego gościa.
Niezrażony tem pierwszem niepowodzeniem