Strona:PL Miciński - Dęby Czarnobylskie.djvu/103

Ta strona została przepisana.

— Zosia to też bohaterka!
— Dlaczego? — spytałam zdziwiona.
— Ach, co te małe plotą — przerwała moja nieodstępna trzecioklasistka, oblewając się cała pąsem.
— Niech pani nie wierzy — odezwała się rezolutna Mikulska — Zosia od pół roku pomaga w lekcjach wstępniaczkom; ma trzy uczennice i to jej zajmuje codzień godzinę rekreacyjną.
— Dlaczego ukrywałaś się z tem przedemną, Zosiu? — spytałam.
Milczała, potem rzekła:
— Bo w tem niema żadnej zasługi, to sprawiało mi przyjemność! —
Trzy małe dziewczynki powstały i serdecznie ją uścisnęły. Były to niegdyś bardzo słabe uczennice, obecnie mają zapewnioną promocję.
Po skończonej godzinie cały tłum dziewczątek otoczył mnie i z wesołymi okrzykami wołał: do widzenia! na rok przyszły znów będziemy z paniusią czytywały takie śliczne rzeczy.
— Czy nie wiecie — odezwała się smutno Zosia — ze pani nas odjeżdża na zawsze?
— Na zawsze? odjeżdża? — ździwiły się twarzyczki i zachmurzyły, gotowe do łez.
— Dlaczego pani nas opuszcza? dlaczego? —