Strona:PL Miciński - Nauczycielka.djvu/29

Ta strona została uwierzytelniona.
—   25   —

Zaczęłyśmy się śmiać, mówiąc, że już zbyt blaguje, do nieprzyzwoitości.
Ale pani Courbet się oburzyła.
— Nie wierzycie? zaraz wam dowiodę... Pisywał do mnie przez czas jakiś listy, których nie czytałam, bo są po niemiecku, ale wam pokażę, byście mi je przetłómaczyły.
Wyleciała z pokoju, za chwilę przyniosła parę listów, z których jeden był... rachunkiem za kapelusz, kupiony w Lipsku i niezapłacony, drugi... jego powtórzeniem w ostrzejszej formie, trzeci... wprost zwymyślaniem.
Omal nas śmiech nie udusił.
Pani Courbet nie chciała nam wierzyć, złapała słownik, przetłómaczyła... i rzeczywiście przypomniała sobie, że w Lipsku kupiła kapelusz, nie miała przy sobie pieniędzy, obiecała odesłać z hotelu, zapomniała, ale w czasie gawędy z modniarką wspomniała, że jest na pensyi w Warszawie — i ztąd owe ścigające ją listy.
Śmiała się okropnie z wymyślań; odpisała bardzo grzecznie z wyjaśnieniem i odesłała pieniądze.
Takich kawałków p. Courbet miewamy dużo.


∗             ∗

Najciekawszym typem wśród nauczycieli naszych jest p. Staszecki. Dość jeszcze młody, a już otoczony całym szwadronem starokawalerskich wdzięków: pedant, zgryźliwy, surowy dla uczen-