Strona:PL Miciński - Xiądz Faust (low resolution).djvu/161

Ta strona została przepisana.

XI. W LETARGU.

I nie będzie już niczego, oprócz jednej wielkiej radości na tym świecie — zabrzmiał głos niespodziewany.
Ujrzał Piotr w kącie komnaty na pół jeszcze otuloną w portjerze — postać, której nie zauważył, gdyż będąc w czarnej sukni, ginęła w mroku.
Ujrzał twarz kobiety młodej, rozświetloną samojarzącemi modrościami oczu.
Blask ognia odbijał się na zboczach soczewek...
Rysy klasyczne i włosy, jak złoty wodospad.
Twarz była nadziemnie piękna; nie było nic boleści, lecz jakby skamieniała wola potężnych bogów w jej twarzy.
Mężniejsza odd Beaty Beatrix malarza angielskiego Dante Rosettiego — od tej Beaty, która schyliła się w fali swych przecudnych włosów nad kompasem, wskazującym mrok i światłość przeznaczenia.
Zdobyte władztwo najgłębszych uczuć i Realnej — aż do wzniosłości podniesionej Wiedzy wysymbolizowały się w tej postaci, a zarazem Radość widzeń, których ludziom niewarto wyrażać.
Zrozumiał Piotr, że wszystkie opowieści księdza dotąd zaledwo kołyszą się na powierzchni.
Ale te głębiny, głębiny oceanów, do których musiał ksiądz dopłynąć — cóż objawiły mu?
Oto wychodzi z nich jakby Persefona, bogini słońca — — podziemnego, niosąca Wiosnę.