Strona:PL Mirbeau - Pamiętnik panny służącej (1923).djvu/143

Ta strona została przepisana.

w wypiekach tej śmiertelnej czerwieni, jaka barwiła policzki pana Jerzego... Po wyjściu w nocy z jednego balu publicznego, zakatarzyłam się i kasłałam przez cały tydzień... Myślałam, że już nadszedł mój koniec... Pozakładałam plecy plastrami, zażywałam różnego rodzaju najdziwaczniejsze lekarstwa... zwracałam się z modlitwą do litościwego Świętego Antoniego Padewskiego... Potem jakby na złość moim strachom, zdrowie zostało w należytej sile, i z tą samą wytrwałością mogłam się oddawać pracy jak i przyjemnościom.... Wszystko minęło...

Przeszłego roku, 6-go października, jak i każdego roku w tymże dniu poszłam zanieść kwiaty na grób pana Jerzego. Było to na cmentarzu Montmartre. W głównej alei zobaczyłam 0 kilka kroków przed sobą biedną babkę. Ach!.. jak postarzała... a także jak postarzały dwie służące, które jej towarzyszyły. Zgarbiona, skórczona, chwiejąc się na nogach, szła wolno podtrzymywana przez dwie służące także zgarbione i skurczone, także chwiejące się na swych nogach jak ich pani... Posłaniec towarzyszył im, niosąc wielką wiązankę róż białych i czerwonych... Zwolniłam kroku, nie — chcąc wejść na nie i być poznaną... Ukrywszy się za murem wysokiego grobowca, oczekiwałam aż biedna stara zbolała kobieta złoży swoje kwiaty, wraz z modlitwami i łzami na grobie swego wnuka... Powracały tym samym chwiejącym krokiem, przez boczne aleje, obcierając się o mur grobowca, przy którym stałam....
Schowałam się tam poprzednio dlatego, aby nie być widzianą, ponieważ wydawało mi się, iż te postacie są to moje zgryzoty sumienia, upiory moich zgryzot, które szły przedemną... Czy poznały mnie?.. Ach, nie przypuszczam....
Szły nic nie widząc... nic nie widząc na ziemi ani wokoło siebie... Oczy ich miały wyraz niewidomych... wargi ich poruszały się, poruszały, ale żadne słowo nie wychodziło z nich... Możnaby powiedzieć, że to trzy stare dusze martwe,