Strona:PL Mirbeau - Pamiętnik panny służącej (1923).djvu/16

Ta strona została przepisana.

trafiłam sobie tego wytłómaczyć; następnie wyrzekł z urągliwym uśmiechem:
— Ach, tak! Udawaj taką, co nic nie wie... Figlarka! święta figlarka!
Poczem mlasnął językiem i koń pocwałował na nowo.
Byłam zaintrygowana. Co to wszystko miało znaczyć? Może nic. Pomyślałam wreszcie sobie, że to jakiś gamoń, nie mający wyobrażenia o rozmowie z kobietami.
Majątek pana Rabour był dość duży i piękny. Ładny dom pomalowany na jasno-zielono, otoczony rozległymi klombami, oraz lasem świerków woniejących żywicą. Ubóstwiani wieś, ale to zabawne, zachwyca mnie ona i jednocześnie zasmuca! Czułam się wprost nikczemnie, gdy nareszcie znalazłam się w przedsionku, gdzie oczekiwała już ta sama klucznica, która godziła mnie w biurze w Paryżu. Bóg wie, ile pytań zadała mi, chcąc się wtajemniczyć, w moje najtajniejsze przyzwyczajenia, wydawało mi się to wstrętnem... i nie sądzę, aby ten sposób postępowania mógł nas uszlachetniać. Gospodyni nie podobała mi się już wówczas, gdy mnie godziła tam w kantorze, tu wydała mi się odstręczającą z swoim wyglądem starej makareli.
Gruba i mała, dysząca, płasko uczesana, z olbrzymiemi piersiami, z rękami wilgotnemi, na których ciało tak się trzęsło. jak żelatyna, podobna była do miecha, oblepionego żółtem sadłem. Spojrzenie jej szarych oczu było rozwiązłe, przebiegłe i złośliwie chłodne. Z spokojnem okrucieństwem tak potrafiło przetrząsać duszę i ciało, iż sprowadzało na twarz rumieniec. Zaprowadziła mnie do małego salonu i zostawiła tam, mówiąc, że pan chce mnie widzieć, zanim obejmę swoje obowiązki.
— Bo przecież pan nie widział panny — wyrzekła. — Proszę — dodała — starać się podobać panu...
Zostawszy samą, przyglądałam się pokojowi i zauważyłam, że był utrzymany w wielkim porządku; meble, tafle posadzki, drzwi, wszystko to połyskiwało jak lustra. Nie było tu drobiazgów ości, ciężkich obić, ani też rzeczy haftowanych,