Strona:PL Mirbeau - Pamiętnik panny służącej (1923).djvu/292

Ta strona została przepisana.

inwentarz tego pokoju, w którym niestety znałam wszystko, aż nazbyt dobrze... Ach, to jego wnętrze ponure, wprost tragiczne, pomimo zatarcia piętna burżuazyjnego, wnętrze tego pokoju niejednokrotnie w mojej wyobraźni przeistaczało się w posępne targowisko ludzkiego mięsa...
Weszłam tu, aby widzieć Ludwikę Randon, obecny łup... w tym handlu niewolników... Stała pod oknem w półświetle szarzejącego dnia bez ruchu, z pochylonemi ramionami. Cień twardy osłaniał jakby woalem brzydotę jej twarzy i spowijał całe nieforemne ciało... Światło padało na włosy, obejmując nieco niezgrabne ramiona, piersi i nikło w fałdach czarnej nędznej spódnicy. Jakaś niemłoda pani egzaminowała ją. Siedziała na krześle plecami do mnie. Plecy te miały w sobie cos wrogiego, a kark okrutnego... Widziałam jedynie czarny kapelusz tej damy, śmiesznie przeładowany piórami, rotundę czarną, podbitą szarem futrem, i czarną suknię, która formowała koło na dywanie. Najlepiej widziałam rękę, która leżała na jej kolanie; ręka ta w filozelowej czarnej rękawiczce musiała być atretyczna, bezustannie bowiem drgała, a palce, jak szpony, kurczowo wysuwały się, to znów cofały po sukni, jak gdyby ściskały żyjącą zdobycz.
Przy stole stała prosto i wyniośle pani Paulhat-Durand w oczekiwaniu...
Nic właściwie nie było tragicznego w tem spotkaniu się trzech istot pospolitych, w tym ordynaryjnym pokoju... Było to dość banalne i nie było się nad czem zastanawiać, czem wzruszać... nieprawdaż?...
Mnie się jednak wydawało to olbrzymim dramatem; gdy patrzyłam na te trzy osoby, w milczeniu przyglądające się sobie, doznawałam wrażenia, iż jestem obecna przy tragedji społecznej, strasznej, dręczącej, gorszej od morderstwa!...
W gardle mi zaschło, a serce biło gwałtownie.
— Nie widzę cię dobrze, moja mała odezwała się raptownie niemłoda pani — nie stój tam... bo nie mogę dobrze przyjrzeć się tobie... Chodź tu, w głąb pokoju, abym cię mogła lepiej zobaczyć...