Strona:PL Mirbeau - Pamiętnik panny służącej (1923).djvu/330

Ta strona została przepisana.

talerzami, nożami i butelkami... Niestety nie!... Właśnie podczas tych chwil zachowywali się, jak ludzie dobrze wychowani i pani wyglądała zupełnie na osobę z wyższego świata. Rozmawiali o drobnych sprawach tak, jak gdyby nic nie zaszło pomiędzy nimi, tylko z większą ceremonjalnością, aniżeli zazwyczaj, z bardziej chłodną i wymuszoną grzecznością, oto wszystko...
Zupełnie jak gdyby obiadowali gdzie na mieście... Gdy ukończyli jedzenie, wówczas z poważnemi minami, ze smutnemi oczami, powstawali z godnością i udawali się do swoich pokojów... Pani wracała do czytania romansów i układania w szufladach, pan do swoich pasjansów i do kolekcji fajek... Niekiedy pan wychodził na dwie godziny do klubu, ale trafiało się to bardzo rzadko... Prowadzili wówczas korespondencje z sobą, pisali bileciki miłosne w kształcie serc, które zanosiłam od jednego do drugiego...
Cały dzień musiałam z pokoju pani do gabinetu pana zanosić straszne groźby... prośby o przebaczenie oblane łzami...
Można było umrzeć ze śmiechu! Po kilku dniach przepraszali się ni stąd ni zowąd, tak, jak się pogniewali... A co było przytem szlochań i „och... niedobry!... och! niedobra!...“ lub „już skończone wszystko pomiędzy nami, mówiłam ci, że to już skończone...“ Potem szli do restauracji na małą biesiadę i nazajutrz wstawali późno znużeni miłością...
Odrazu zrozumiałam, że grają przed sobą komedję, ci obłudnicy... i gdy odgrażali się, iż porzuci jedno drugie, wiedziałam doskonale, że to tylko udawanie. Byli nadto związani ze sobą, on z interesu, ona przez próżność. Pan trzymał się pani, bo miała pieniądze, ona jego, bo miał nazwisko i tytuł. Ale w głębi nienawidzili się i ponieważ związek ich opierał się głównie na handlu i na oszustwie, od czasu do czasu uczuwali potrzebę wypowiedzenia tego sobie w sposób tak niecny, jak niecnemi były ich dusze, przepełnione zawodem, urazą i pogardą.
— Do czego i komu może być potrzebna egzystencja podobnych ludzi? — powiedziałam do Williama.