Strona:PL Miriam - U poetów.djvu/114

Ta strona została przepisana.

Czemże Łaskawość obok cnej Sprawiedliwości?
Pomścij ojca, o druhu, to prawo słuszności.
El. Nieokreślona trwoga ciało moje ziębi!
Ojcze, natchnij nas, natchnij z mogilnej swej głębi!
Or. Nieomylny na szali zważył tych istnienie.
Co się stanie, stanie się. Rzekłem.

Klitajmnestra ukazuje sic pod portykiem. Orestes spostrzega ją.

Ach! Milczenie!
Kłoś idzie. Powiedz, siostro! tam się ukazała,
W drzwiach pałacu, kobieta, wielka, jak śmierć biała.
Kto ona? Kto? Jej imię? Ty, coś do ostatka
Drogą mi, mów!... Jak serce drgnęło we mnie!
El. Matka!

IV.
Poprzedzający, Klitajmnestra.

Klit. — do Elektry. To ów człowiek?
El. Tak, to on.
Klit. na stronie. Widziałam te oczy
W mych snach! Człekowi temu troska czoło mroczy.
Jakiś niepewny, trwożny, włóczęga ubogi.

Głośno.

Przybliż się, cudzoziemcze. Słyszałam, że z drogi
Niesiesz nam wieść o śmierci. Prawdaż to jest? Powiedz.
Jam Klitajmnestra. Słucham.
Or. Ciężkie ma wędrowiec
I nierozsądne może, o Pani, zadanie,
Kiedy z żałosną wieścią przybył niespodzianie;
Za przychylne przyjęcie podzięka to sroga —
O śmierci drogich osób mówić wnet u proga;
Lecz myślę, że choć gorzką wieść niosę i łzawą,
Zbyt wielkiej wszakże wagi, by kryć ją z obawą.