Strona:PL Moj stosunek do kosciola.djvu/069

Ta strona została uwierzytelniona.

lojalne wobec państwa, ale państwo, oparte na podstawach, kłócących się z wymaganiami etyki, państwo, tłumiące myśl, słowo, wszelką wolność obywatelską, nie zasługiwało na zachowywanie wobec niego lojalności; przeciwnie, prowokowało najdalej idące zamachy „wywrotowe“, a cóż dopiero niewinną kontrabandę książek zakazanych.
Wychodzimy z różnych założeń. Mój przyjaciel zapatruje się na nasze obecne położenie pesymistycznie i stoi na stanowisku przedwojennem, kiedy państwo kneblowało usta i krępowało ręce i kiedy jedynym skutecznym sposobem walki z tym potworem były spiski i zamachy. Ja zaś jestem naiwnym optymistą, wierzącym Konstytucji, która podobno zabezpiecza wolność sumienia, wolność wyznania i inne niezbędne w życiu nowoczesnem wolności. Oczywiście, gdyby Kościół miał nieograniczoną i niczem niekrępowaną władzę, inaczej wyglądałyby te nasze wolności. Może wtedy ziściłyby się marzenia niektórych przedstawicieli kleru o powrocie dawnych czasów, kiedy to Kościół krwi nie przelewał, ale za to smażył na stosach mięso heretyków i wszelkich swoich wrogów.
Około roku 1875 Aleksander Świętochowski, bawiący się wówczas w wolnomyślicielstwo i jeszcze daleki od ideałów endeckich, występował w Krakowie przeciwko klerowi katolickiemu z powodu głośnej sprawy Barbary Ubryk. Gromiący wrogów Kościoła słynny kaznodzieja ksiądz Goljan zagrzmiał wtedy w kościele Panny Marji: „gdyby się wróciły dawne czasy, rzuciłbym na niego czarną świecę!”
Niestety ręce za krótkie. Kościół wojujący musi się dostosowywać do zmienionych warunków życia i zapatrywań społeczeństwa, z którego też sam się rekrutuje. Takich amatorów smażonego mięsa ludzkiego, jak ksiądz Goljan, jest chyba niewielu. Więc pomimo wszelkich konkordatów Konstytucja gwarantuje do pewnego stopnia wolność sumienia, tak że można bez obawy wojować ustnie i piśmiennie nawet z Kościołem świętym. A ja nie wojuję z nim, tylko, nie chcąc go oszukiwać, w najlepszej komitywie z nim się rozstaję i wyjaśniam powody rozstania. Co więcej, chodzi mi przytem o podniesienie poziomu moralności wogóle, t. j. nietylko poza Kościołem, ale także w łonie samego Kościoła. Dążę do uzdrowienia moralnego, do oczyszczenia i uszlachetnienia zarówno osób wierzących, jak i niewierzących.