Strona:PL Molier - Świętoszek (tłum. Zalewski).djvu/12

Ta strona została przepisana.
p. pernelle (do Elmiry).

Otóż synowo! jakie ciebie bawią baśnie,
Ty sama w ich tworzeniu pierwszą jesteś właśnie,
A ci, co chcą zaprzeczyć, tu się mówić boją,
Ale i ja z kolei wypowiem myśl moją.
Powiem, że syna mego podwójnie ztąd cenię,
Iż tak zacnej osobie dał tu pomieszczenie;
Że go niebo w swej łasce zesłało w tę stronę,
Aby wam naprostował głowy przewrócone;
Że jego nauk słuchać powinniście radzi,
Bo on was do zbawienia najprościéj prowadzi.
Ci goście, to czereda nic a nic nie warta;
Te bale, odwiedziny, to pokusy czarta,
Tam pobożnej rozmowy nie usłyszysz słowa,
Tam śpiewy i dowcipy, w których grzech się chowa.
A jeśli się wypadkiem od zgorszeń ustrzegą,
To już co najmniéj muszą obmawiać bliźniego.
Nakoniec, nikt rozsądny nie weźmie udziału,
W tych zebraniach, bo głowę straciłby pomału:
Tu się tysiące plotek w jednej chwili tworzy,
I bardzo słusznie mówił jeden sługa boży,
Doktor, ale nabożny mimo medycyny,
Że te wszystkie zebrania, to djabelskie młyny,
Na których się na pytel czarta mąkę miele,
I wnet nam opowiedział, nie straciwszy wiele
Czasu, historyą o tym... (Wskazuje na Kleanta).
Już się pan wyśmiewa!
Śmiéj się pan sobie z dudków u których pan bywa.
(Do Elmiry.)
I bez... Moja synowo, żegnam, nic nie powiem
Więcéj. — Gdy te wizyty mam przypłacać zdrowiem,
Już tutaj moja noga więcéj nie postanie.
(Dając policzek Flipocie.)
Cóż to... czy ty chcesz wróbla połknąć na śniadanie,
Tak gębę rozdziawiłaś. No, chodź ty papugo,
I śpiesz się; już i tak tu bawiłam za długo.


SCENA II.
Kleant, Doryna.
kleant.

O ja nie pójdę za nią, wolę tu pozostać,