Strona:PL Morawski Cesarz Tyberjusz.djvu/32

Ta strona została uwierzytelniona.
28

daleką przyszłość — odia in longum iaciens — jak Tacyt się wyraża, który powoli dojrzewał w duszy cesarskiej. Usposobienia takie, przetrawiające się wewnętrznie, dochodzą w końcu prawie do upodobania w zgryzocie, szukają skrzętnie nowego zarzewia, któreby podniecało ich gorycz. To też Grek Cassius Dio opowiada nam, że Tyberjusz z biegiem czasu polował zupełnie na wszelkie złośliwości i kalumnie na niego rzucane, to, co w tajemnicy i na uboczu było powiedzianem, wywlekał w senacie, lubując się niejako w tem, co go boleśnie raniło[1].
Ta gorycz z każdym rokiem wzrastająca, objawiała się pierwotnie w pewnej szorstkości obejścia. Po swobodnym, uśmiechniętym Auguście, który miał coś w sobie króla-mieszczanina, nastąpił jego pasierb, zdobywający się niekiedy na majestat imperatora, na pozę, ale pozbawiony wszelkiego wdzięku w działaniu. Silił się on prawie, aby go nie mieć. Miał on jakąś cupido severitatis, żądzę surowości, która go skłaniała do tego, że nawet wtedy, kiedy dobrodziejstwo wyświadczał, czynił to w sposób twardy, niemiły dla obdarowanego. Za to, że życie tak mu swych uśmiechów poskąpiło, skąpił on tych uśmiechów i ludziom. Na dworze panował obyczaj, że cesarze przyjmowali najzaufańszych swych przyjaciół pocałunkiem. Charakterystycznem jest bardzo, co kilku autorów donosi, że Tyberjusz zwyczaj ten zniósł i usunął[2].

Co się zaczęło od drażnienia formą, od działania naprzekór czy opinji, czy życzeniom otoczenia, to mogło z biegiem czasu wywołać groźniejsze objawy, doprowadzić do okrucieństwa. Tyberjusz z natury ani krwi, ani ofiar nie pożądał; dopiero późniejsze życia wypadki na takie zawiodły go drogi. Ale w tej duszy

  1. Dio 58, 25.
  2. Por. «Friendländer Sittengeschichte Roms» I, 142.