Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/332

Ta strona została przepisana.


dność tych zrujnowanych żywotów, przerobionych na ozdobę życia ludzi bogatych, i w ten sposób sztuka zamierała wśród ludzi. Czy nie to chciałeś powiedzieć, mój przyjacielu?
— Owszem, owszem — rzekłem — patrząc na nią pilnie; podniosła się bowiem i stała na krawędzi pochyłości, a lekki wietrzyk rozwiewał jej delikatne suknie; jedną rękę położyła na piersiach, a drugą wyciągnęła w dół z zaciśniętą pięścią.
— To prawda — rzekła — to prawda. Myśmy to udowodnili!
Pomiędzy mojem, więcej niż zainteresowaniem się nią, a moim dla niej podziwem, zaczynałem zastanawiać się, czem się to wszystko skończy. Doznawałem lekkiego uczucia obawy tego, co mogło nastąpić; lekkiego uczucia troski o to, jakie lekarstwo nowy wiek może dostarczyć na brak tego, w czem się ktoś sercem zaangażuje. Ale w tejże chwili Dick podniósł się — zawołał w swój serdeczny sposób:
— Sąsiadko Ellen, czy sprzeczasz się z gościem, albo czy zniewalasz go do powiedzenia ci rzeczy, których nie jest w stanie odpowiednio wyjaśnić naszej ignorancyi.
— Ani jedno, ani drugie, kochany sąsiedzie — odparła. — Byłam tak daleka od sprzeczania się z nim, że sądzę, iż zaprzyjaźniłam go zarówno ze mną, jak ze sobą samym. Czy nie tak, kochany gościu? — spytała, patrząc na mnie z rozkosznym