Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/37

Ta strona została przepisana.


— Słusznie zostałam ukarana za polowanie na komplementy, gdyż muszę panu wyznać całą prawdę i oświadczyć, że mam lat czterdzieści dwa.
Wytrzeszczyłem na nią oczy, zniewalając ją znowu do dźwięcznego śmiechu; ale miałem prawo wytrzeszczyć oczy, gdyż na całej twarzy nie było ani jednej troską wywołanej linii; skóra jej była gładkości kości słoniowej, policzki pełne i zaokrąglone, wargi zaś różowe, jak dopiero co przyniesione przez nią róże; piękne ramiona, które obnażyła do pracy, były mocne i jakby ulane od ramienia do stawu nadgarstkowego. Zarumieniła się nieco pod wpływem mego wzroku, jakkolwiek było rzeczą jasną, że brała mnie za ośmdziesięcioletniego starca; dla potwierdzenia tego rzekłem:
— Otóż stara piła zaraz się zdradzi, to też nie powinienem był dopuścić do tego, gdyś mnie pani skusiła do postawienia impertynenckiego pytania.
Ona atoli roześmiała się znowu i rzekła: „Teraz chłopcy, starzy czy młodzi, ja muszę znowu iść do roboty. — Wkrótce będziemy tu wszyscy znowu zajęci, pragnę uporać się co najrychlej, gdyż zaczęłam wczoraj czytać ładną starą książkę, którą chcę kontynuować, a więc tymczasem do widzenia“.
Pożegnała nas ruchem ręki i poszła lekkim krokiem w dół hali, unosząc ze sobą (jak mówi Scott), część słońca z naszego stołu.
Gdy zniknęła, Dick odezwał się: „No, gościu, czy nie masz ochoty zadać kilku pytań naszemu