Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/41

Ta strona została przepisana.


do mego pradziadka w Bloomsbury; jestem pewien, że nie możecie mieć nic przeciwko temu. Zamiast więc nudzić, udaj się lepiej do Jamesa Allena i sprowadź mi ekwipaż, ponieważ powiozę go sam. No, dalej stary i nie rób zawiedzionego, nasz gość wystarczy jeszcze i dla ciebie, oraz twoich historyj. Gapiłem się na Dicka; dziwił mnie bowiem jego poufały ton, z jakim przemawiał do tak wspaniale wyglądającej osobistości; myślałem bowiem, że ów p. Boffin, pomimo swego nazwiska tak dobrze znanego z Dickensa, musi być co najmniej senatorem tego osobliwego narodu. On atoli powstał i odrzekł: — Zgoda, stary wioślarzu, zgoda na wszystko; nie mam dzisiaj wiele zajęcia; a jakkolwiek, z pełnym wdzięku ukłonem w moją stronę, moja przyjemność pomówienia z uczonym gościem podległa zwłoce, to przyznaję, że powinien co najrychlej ujrzeć twego zacnego krewnego. Zresztą być może, iż otrzymawszy odpowiedzi na swoje pytania będzie zdolniejszy odpowiedzieć na moje!
Mówiąc to, uczynił zwrot i opuścił halę.
Gdy już dobrze się oddalił, rzekłem: — Czy może niegrzecznie będzie z mojej strony spytać, kto to jest pan Boffin?, którego nazwisko przypomina mi wiele miłych chwil, spędzonych na czytaniu Dickensa.
Dick roześmiał się. — „Tak, tak“ — odrzekł, — to samo wrażenie i my odnosimy. Oczywiście jego prawdziwe nazwisko nie jest wcale Boffin tylko