Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/63

Ta strona została przepisana.


Wtedy Dick odezwał się do mnie:
— Tu, widzisz pan, jest inny targ, z różnym od wszystkich innych planem: wyższych piętr tych domów używa się na pokoje gościnne, gdyż ludzie z całego kraju zbierają się tutaj od czasu do czasu, bo na dole lud się gromadzi bardzo gęsto, o czem się pan przekona niebawem, a nie brak ludzi lubiących tłum, jakkolwiek ja sam tego gustu nie podzielam.
Nie mogłem powstrzymać się od śmiechu na myśl o tem, jak długo może trwać tradycya. Tu oto duch Londynu nieustannie jeszcze objawiał się jako centrum, i to, o ile widziałem, centrum intellektualne. Mimo to nic nie rzekłem, prosiłem jeno żeby jechał wolno, gdyż towary w straganach wyglądały bardzo ładnie.
— Tak — rzekł Dick — jest to bardzo dobry targ ładnych rzeczy, i dlatego zarezerwowano go przeważnie dla ponętnych towarów, ponieważ targ w budynku po parlamentarnym, gdzie sprzedaje się kapustę i brukiew, oraz tym podobne rzeczy razem z piwem i gorszymi gatunkami wina jest tuż pod ręką.
Mówiąc to, spojrzał na mnie ciekawie i rzekł:
— Możebyś pan zechciał sobie porobić nieco sprawunków.
Spojrzałem na swe ordynarne niebieskie gałgany, które miałem sposobność porównywać wielokrotnie z wesołym ubiorem spotykanych po drodze