Strona:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf/95

Ta strona została przepisana.


skromnych, a nawet prostych, ale mocnych i pokrytych rzeźbą, dobrze pomyślaną, choć grubo wykonaną. W najdalszym rogu pokoju przy biurku obok okna siedział małego wzrostu staruszek w obszernem krześle dębowem, wyłożonem dobrze poduszkami. Miał na sobie żakiet z niebieskiej wytartej już szarszy, takie same spodnie po kolona i szare pończochy. Podskoczył ze stołka i zawołał głosem bardzo donośnym jak na tak starego człowieka:
— Witaj, Dicku, mój chłopcze! Klara jest tutaj i będzie więcej niż rada ujrzeć cię; bądź więc dobrej myśli.
— Klara tutaj? — spytał Dick; — gdybym był przypuszczał, nie byłbym przyprowadzał ze sobą — to test właściwie byłbym.
Jąkał się i mieszaj wyraźnie z tego powodu, że nie chciał mi wprost powiedzieć, iż ze mną jest o jednego za wiele. Ale staruszek, który mnie z początku nie widział, wybawił go z kłopotu, zbliżywszy się do mnie i powiedziawszy w sposób bardzo uprzejmy:
— Proszę mi wybaczyć, gdyż nie zauważyłem, że Dick, który jest tak ogromny, iż każdego może sobą zasłonić, przyprowadził ze sobą przyjaciela! Serdecznie witam! A czynię to tem bardziej, że ufam, iż pan zechcesz zabawić staruszka wiadomościami z za morza, widzę bowiem, żeś pan musiał przybyć z bardzo odległych krajów.