Strona:PL Niemojewski Andrzej - Legendy.djvu/079

Ta strona została przepisana.

w oczach, począł się czołgać w stronę największego tłoku. Już nie widział, co się około onej łodzi działo. Nad nim wyciągały się ramiona, rozlegały się najczulsze wołania; fala tłumu zbliżała się do wybrzeża, a on na jej dnie czołgał się po piasku, dysząc i płacząc. W ten sposób doczołgał się do brzegu i znalazł się u zrębu łodzi. Podniósł oczy. Ludzie ustapili już z czółna, a spojrzenie onego dziwnego męża padło na niego.
Majlach przeczołgał się przez zrąb łodzi, pełzał po deskach i podniósł twarz zalaną jadem i łzami; owrzodzone jego usta poruszały się błagalnie.
A on dziwny mąż wyciągnął rękę ku niemu i położył dłoń na jego głowie, której nikt dotknąć nie śmiał.
Majlach jęknął:
— Wejrzyj na mnie, Panie!
Wtedy posłyszał nad sobą:
— Niech ci odjęta będzie boleść...
I Majlach przestał cierpieć.
— Niech ci odjęta będzie szpetność...
I zamknęły się rany Majlacha.
— Niech ci odjęta będzie twoja niewiara...
I Majlach uzdrowiony a silny padł na twarz ze szlochaniem.

Piotr rybak włożył wiosło do wody, łódź oddaliła się od wybrzeża i od tłumów, zaszumiał odmęt morski, a Majlach ciągle płakał[1]

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; brak kropki na końcu zdania.