Strona:PL Niemojewski Andrzej - Legendy.djvu/119

Ta strona została przepisana.

„Idzie do ludu swego, idzie biały, jaśniejący i czysty...
„Idzie w ubóstwie i bez berła i bez korony i bez szkarłatu...
„Ale w oku jego moc, a w głosie potęga, a na czole prawda, a w sercu ukochanie ludu...
„Idzie już, idzie zbawca, idzie zapowiedziany, idzie Meszjach!“
Joel tymczasem odbiegł na tyle, ii go pies już nie prześladował, ale wrócił do swego pana i ułożył mu się przy głowie. Głos pasterza rozchodził się po dolinie między palmami, między trzcinami rzecznemi i biegł po wodzie. Joel począł nasłuchiwać i zastanowiły go słowa pieśni pasterskiej.
W tej chwili posłyszał gwar głosów. Odwrócił głowę i ujrzał na poblizkim pagórku tłum ludzi, który się gromadził i siadał. Na szczycie pagórka stał dąb wyniosły. Pod tym dębem siedział jakiś mąż lat średnich. Był on do Joela zwrócony prawą stroną i widniał na tle słońca, które już skłaniało się ku zachodowi.
Pasterz zostawił psa na straży, a sam ruszył na pagórek i zmieszał się z tłumem.
Wszystko to dziwiło niezmiernie mieszkańca