Strona:PL Niemojewski Andrzej - Legendy.djvu/151

Ta strona została przepisana.

— Może on tęskni za niebem i za ziemią?
— Nie tęskni.
— To on jest rzeczywiście zły I
— I straszny.
Znowu nastało milczenie. Starzec teraz powstał, aby czółno wydostać z prądu Jordanowego i pokierować na prawo, gdzie w znacznem oddaleniu bieliły się domki Kafarnaum.
Młodzieniaszek dumał, rozważając słowa starca. Ten wiosłował czas jakiś, a następnie począł się oglądać po wodach, dobył sieć i zapuścił w wodę. Młodzieniaszek pomagał mu, a gdy czynność tę ukończyli, siedli znowu na swych miejscach. Starzec lekko wiosłem poruszał, kierując czółno w stronę Kafarnaum. Jasność miesięczna kładła się na wody i stawało się coraz piękniej na ziemi i na niebie.
Wtedy poruszyła się znowu dusza młodzieniaszka i począł starca wypytywać:
— Czy nasz nauczyciel jest mocny?
— Jest mocny i nieprzezwyciężony.
— A czemu nie wszyscy go słuchają?
— Bo są to ludzie zatwardziali.
— Czy nasz nauczyciel czyni cuda?
— Tak jest, czyni je.
— To gdyby chciał, mógłby skały pokruszyć?
— Mógłby to uczynić jednem wejrzeniem.
— Czemu więc nie pokruszy tych zatwardziałych ludzi?
— Bo lituje się nad nimi.