Strona:PL Niemojewski Andrzej - Legendy.djvu/164

Ta strona została przepisana.

siedzący tam na studni, pojawił się w Betanji. Zrozpaczone siostry szukały go po całem miasteczku, aż wreszcie odnalazły w domu bogobojnego celnika. Nie mógł przybyć zaraz; więc czekając pod drzwiami, łamały ręce, gdyż chodziło już o każdą chwilę. Nareszcie z powodu długiego czekania utraciły całkiem otuchę i mniemały, ze wszelka pomoc będzie już spóźniona. Ale on wstał od stołu, ruszył za niemi i przestąpił próg ich domostwa.
Długo patrzył na leżącego bez ruchu Łazarza. Siostry stały w drzwiach i płakały. Obrócił się ku nim w zamyśleniu i rzekł, wskazując na leżącego:
— Jakże cicho śpi!...
A potem dodał, jakby mówił do siebie:
— Żali mu sen ów przerywać?...
Lecz ocknął go z zadumy głośny płacz sióstr, które, usłyszawszy jego słowa, padły sobie wzajem w ramiona i szlochały:
— Straciłyśmy ukochanego!
Tyle rozpaczy było w ich narzekaniu i tyle boleści w ich twarzach, że ogarnął go żal, kazał im wyjść za próg, siadł przy łożu Łazarza i ujął go za zimną rękę, która zaciężyła bezwładnie na jego dłoni.
Nastała cisza.
Siostry przyklękły w drugiej izbie, poopierały twarze o ścianę i zanosiły się od płaczu. Potem łkanie ich zmieniło się w bezsilny jęk, który słabł w miarę tego, jak chwile uciekały.