Strona:PL Nikołaj Gogol - Powieści mniejsze.djvu/153

Ta strona została przepisana.

— Czy pan czytał, — zapytał Iwan Iwanowicz po chwili sąsiada, wysuwając głowę ze swojej bryczki, — książkę: „Pielgrzymka Korobiejnikowa do Ziemi świętej?“ Prawdziwa roskosz dla duszy i serca! Teraz nie drukują takich książek. Wielka szkoda, że nie popatrzyłem w którym roku.
Iwan Teodorowicz posłyszawszy, że rzecz idzie o książkę, z wielką pilnością nabierał sosu do talerza.
— Istotnie, panie dobrodzieju, dziwnie się musi wydawać, skoro sobie człowiek pomyśli, że też to prosty mieszczanin mógł zajść tak daleko: więcej jak trzy tysiące wiorstw, panie dobrodzieju! więcej jak trzy tysiące wiorstw! To zapewne sam Pan Bóg raczył z nim chodzić po Palestynie i Jerozolimie.
— Więc pan powiada, że on, — rzekł Iwan Teodorowicz, który wiele się był nasłuchał o Jerozolimie jeszcze od swojego famulusa, — był i w Jerozolimie!...
— O czem pan mówisz, Iwanie Teodorowiczu?! — zawołał z końca stołu pan Grzegorz.
— Ja, to jest, chciałem powiedzieć, że co to za dalekie strony bywają na świecie, — odrzekł zagadnięty, bardzo się ciesząc, że wymówił tak długi frazes.
— Nie wierzcie mu, Iwanie Teodorowiczu! — rzekł pan Grzegorz, dobrze się nie wsłuchawszy, — wszystko łże! Tymczasem skończył się objad. Pan Grzegorz poszedł do swego pokoju, jak zwykle, trochę się przedrzemnąć, a goście udali się w ślad za staruszką gospodynią i pannami do bawialnego pokoju, gdzie na tym samym stole, na którym oni zostawili wychodząc: wódkę, jakby w skutek jakichści czarów, zjawiły się miseczki z konfiturami różnych gatunków i talerze z kawonami, wiśniami i melonami.
We wszystkiem widoczną się stała nieobecność pana Grzegorza: gospodyni była mowniejszą, i sama, bez prośby, odkrywała mnóstwo sekretów, dotyczących kwaszenia ogórków i suszenia gruszek. Nawet panny rozmawiały; lecz blondynka, która zdawała się być młodszą o lat sześć od swojej siostry, i która sądząc z powierzchowności, miała dwadzieścia pięć lat, była nie tak mowną.
Ale za wszystkich mówił i działał Iwan Iwanowicz. Będąc pewnym, że nikt mu teraz nie przeszkodzi, mówił: o ogórkach i o