Strona:PL Nikołaj Gogol - Rewizor z Petersburga.djvu/102

Ta strona została przepisana.
Chlestakow.

Czegóż chcesz odemnie?

Poszlepkina.

Litości proszę: na Horodniczego czołem biję. — Daj Boże jemu wszystko złe, żeby ani on, ani jego dzieci, ani brat ani ciotka, w niczem żadnego sporu nie mieli.

Chlestakow.

Cóż on przewinił?

Poszlepkina.

Oto, mojemu mężowi, kazał głowę ogolić i oddać w rekruty, chociaż na niego jeszcze kolej nie przypadła. Ten nic dobrego żeby on świata Bożego nie oglądał. Nawet podług prawa nie powinien był go zdawać, bo jest żonaty.

Chlestakow.

Jakże on mógł to zrobić?

Poszlepkina.

Zrobił rozbójnik, zrobił: żeby go Bóg ciężko skarał na tym i na tamtym świecie! Należało wziąść szewskiego syna, bo to jest pijak, ladaco. — Ale rodzice jego dali mu bogaty prezent, tak on i przylgnął do syna kupcowej Panteleowej; a Panteleowa także posłała jego córce trzy sztuki płótna, więc on dalejże do mnie. Na co tobie mąż, powiada, on ci na nic nie potrzebny. Ja to sama lepiej wiem, czy on mi potrzebny lub nie, to moja rzecz. Nikczemnik przebrzydły! chociaż twój mąż powiada, dotychczas nic jeszcze nie ukradł, to wszystko jedno — prędzej czy później kraść będzie niezawodnie — jego i bez tego, na przyszły rok miano wziąść w rekruty. I zostawił mnie bez męża. Co teraz robić? któż się nademną zlituje! Rozbójnik ten! żeby on z całym swoim rodem nigdy szczęścia nie oglądał!