Strona:PL Nikołaj Gogol - Rewizor z Petersburga.djvu/119

Ta strona została przepisana.
Anna.

W twojej głowie tylko same ryby! — ja chcę koniecznie, ażeby dom nasz był pierwszym w całej stolicy, aby pokoje moje były przepełnione najdroższemi pachnidłami, ażeby każdy wchodzący mrużąc oczy powiedział: (czyni to i wącha) Ach! jak tu przyjemnie!






SCENA  II.
CIŻ I KUPCY.
Horodniczy (do wchodzących kupców).

A! jak się macie ptaszki!

Kupcy (kłaniając się).

Zdrowia życzymy ojcze!

Horodniczy.

A co gołąbeczki, jak tam idzie handel? Co, samowarniki, arszyniki przeklęte! skarżyć się, he? Protokanalie, archibestyje! skarżyć się! Co? „wszystko zabiera!“ myśleliście może, że waszym słowom uwierzy i do turmy zapakuje!... A czy wiecie wy? łajdaki, do stu par djabłów! wiecież wy, że...

Anna (przerywając).

Ach i mój Boże! mój Antolku, jakich ty nieprzyzwoitych słów używasz!

Horodniczy (z gniewem).

E! co tam, ja nie o tem teraz myślę!... Wiecież wy, że tenże sam urzędnik, przed którym mię oskarżyliście, żeni się z moją córką? he?... a co? na to powiecie? — Teraz ja was wszystkich