Strona:PL Nikołaj Gogol - Rewizor z Petersburga.djvu/53

Ta strona została przepisana.
Bobczyński.

Ot tak — widzisz pani, kiedy kto z ważnych figur mówi, to człowieka jakiś strach przechodzi.

Anna.

No, jakże?... to wszystko nic. Powiedz pan jak on wygląda, ładny czy brzydki, młody czy stary?

Dobczyński.

Młody, młody mężczyzna, tak około lat dwudziestu trzech nie więcej; a mówi zupełnie jak stary. — I owszem, powiada, z największem ukontentowaniem, ja pojadę wszędzie, i tu, i tam... (macha rękami) To bardzo chwalebne! Ja, powiada, lubię coś przeczytać, napisać; ale to ciemne mieszkanie powiada, nie dozwala mi tem się zająć.

Anna.

Jakże on wygląda? blondyn, czy brunet?

Dobczyński.

Nie, szatyn; a oko takie bystre, jak żywe srebro: nawskróś przenikające.

Anna.

Zobaczymy co mąż pisze w tej karteczce. (Czyta) „Spieszę zawiadomić ciebie duszko, że położenie moje było bardzo smutne, ale pokładam ufność w miłosierdziu Bożem... za dwa solone ogórki, przy tem pół porcyi kawioru, rubel srebrem jeden i kopiejek 25“... (zastanawia się) Nic nie rozumiem, co on tu wspomina o jakichś solonych ogórkach i kawiorze?

Dobczyński.

A, to pan Antoni przez prędkość, w niedostatku czystego papieru, napisał na jakimś rejestrze.

Anna.

Tak, w istocie! (czyta dalej) „Ale pokładam ufność w miłosierdziu Bożem, że wszystko najlepiej się skończy. Przygotuj co prę-