Strona:PL Nikołaj Gogol - Rewizor z Petersburga.djvu/95

Ta strona została przepisana.
Chlestakow (pisząc).

Cóż?

Józef.

Wyjeżdżajmy ztąd co żywo. Dalibóg już czas, i bardzo czas.

Chlestakow (pisząc).

Dla czegóż to?

Józef.

Tak sobie. Niech ich wszystkich Bóg ma w swojej opiece. Pohulaliśmy tu przez dwa dzionki, to i dosyć na tem. Na co z niemi długo przestawać! rzuć pan ich! bo czasem być może, że kto drugi nadjedzie. Dalibóg panie! ruszajmy. A koniki tu są paradne: tak nas poniosą, że aż miło!

Chlestakow (j. w.)

Nie, mnie się chce jeszcze tu do jutra pomieszkać.

Józef.

Do jutra! dalibóg panie jedźmy lepiej dziś. Chociaż nam tu bardzo dobrze: lubią nas, poważają, szanują; ale zawsze lepiej wcześnie i z honorem wyjechać... Widać ze wszystkiego, że oni pana wzięli za kogoś drugiego. — Ojciec nawet pański, będzie się gniewał, że w drodze tak długo bawisz... Do prawdy, panie! takbyśmy drapnęli aż by się zakurzyło. A koników tu danoby nam pięknych! (klaszcze gębą).

Chlestakow (j. w.)

No, dobrze już, dobrze. Odnieś tylko wprzódy ten list na pocztę, i razem odbierz podorożne. Ale patrzaj, żeby konie były jak można najlepsze. Powiedz jemszczykowi, że mu dam dobry trynkgield, niech tylko pędzi tak jak z feldjegrem, i w drodze śpiewa piosnki narodowe!.. (dalej pisząc) Wyobrażam sobie, co na to powie, mój Trapiczkin; on taki dowcipniś...