Strona:PL Oscar Wilde - Portret Dorjana Graya.djvu/19

Ta strona została przepisana.

Dorjan Gray! Czy pamiętasz ów pejzaż, za który Agnew ofiarował mi niesłychaną cenę, a z którym ja nie chciałem się jednak rozstać? Należy on do moich najlepszych prac. A dlaczego? Bo Dorjan Gray siedział obok mnie, gdy go malowałem. Jakiś subtelny prąd szedł z niego na mnie, i po raz pierwszy w życiu ujrzałem w prostym krajobrazie leśnym cud, którego zawsze szukałem, a nigdy nie mogłem znaleźć.
— Bazyli, to coś niezwykłego! Muszę zobaczyć Dorjana Gray’a!
Hallward wstał i począł się przechadzać po ogrodzie. Po chwili wrócił. — Harry, — rzekł, — Dorjan Gray jest motywem artystycznym dla mnie jedynie. Ty może nic w nim nie zobaczysz. Ja widzę w nim wszystko. Nigdy nie jest on bardziej w tem, co tworzę, jak kiedy nie jest to jego portret. Jest on dla mnie bodźcem nowego stylu, jak już powiedziałem. Znajduję go w krzywiznach pewnych linij, w piękności i wdzięku pewnych barw. Oto wszystko.
— A dlaczego nie chcesz wystawić jego portretu? — zapytał lord Henryk.
— Gdyż mimowoli ujawniłem w nim wyraz tego artystycznego uwielbienia, oczywiście nigdy nie mówiłem z nim o tem. Dorjan nie wie o tem nic. I nigdy nie powinien o tem wiedzieć. Ale świat mógłby to odgadnąć; a przed natrętnemi bezmyślnemi oczyma tego świata nie chcę obnażać swej duszy. Nie położę swego serca pod jego mikroskop. Za wiele jest w tym obrazie ze mnie, Harry — za wiele!
— Poeci nie są tak skrupulatni jak ty. Wiedzą, jak korzystnie można rozpowszechniać na-