Strona:PL Ostatnie dni świata (zbiór).pdf/23

Ta strona została przepisana.


rzucali tysiące ogłoszeń, które jak płatki śniegu unosiły się nad ulicami, zaścielając chodniki i bruki. Przed domami przepływała bezustannie gwarna fala ludzi, którzy potrzebowali pomocy prasy, lub pragnęli zdobyć jej względy. Żebracy, dworacy, malarze, mistycy, poeci, bankierzy, wynalazcy, aktorzy, szarlatani, lekarze, adwokaci napływali przez szeroko otwarte drzwi redakcji i wszczynali głośne targi z właścicielami dzienników, ich pełnomocnikami i współpracownikami.
Pisma wychodziły co godzinę w milionach egzemplarzy, rozsyłano je na aeroplanach, a wpływy ich były bezgraniczne.
By dać pojęcie przyszłym pokoleniom o tem znaczeniu, jakie posiadała prasa wszechświatowa w ostatnich dniach swego istnienia, opowiem, jak dzienniki wzniosły pomnik czcigodnemu, znakomitemu Venturio, przywódcy syndykatu handlu żywym towarem.
Nie wiem dokładnie, ile go to kosztowało, ale pewnego rana wszystkie gramofony w dzielnicy prasy jednogłośnie jęły go wychwalać i wynosić pod niebiosa. Mała gazetka „Osa“ próbowała protestować przy pomocy swego gramofonu, który brzęczał, jak komar nad stawem, ale „Głos Prawdy“ wprawił w ruch olbrzymią syrenę, poruszaną przez maszynę o sile stu koni i zmusił „Osę“ do milczenia. Cztery tysięce artykułów, w których była mowa o rozumie Venturia, o hojności Venturia, o szlachetności Venturia, ukazywały się co godzina i za pośrednictwem telegrafu bez drutu