Strona:PL Ostatnie dni świata (zbiór).pdf/38

Ta strona została przepisana.


nym lokalu, dokąd widzów wpuszczano za drobną opłatą. Tam, na podwórzu, wybrukowanem czerwonym kamieniem, traciły swą moc wszystkie prawa przyrody. W ciągu kilku minut wyrastały krzaki, a nawet całe drzewa, rzucone w górę kamienie nie wracały na ziemię; w jasny dzień widziało się księżyc i gwiazdy; ludzie unosili się w powietrzu i spacerowali po powierzchni wody w wielkim basenie, który jedną stroną dotykał do muru. Wszystko to były sztuki dla niewymagającego tłumu robotników i majstrów, którzy szeroką falą napływali przez wrota na dziedziniec cudów; dla bardziej wymagających, lub niedowierzających widzów magowie mieli w pogotowiu nierównie bardziej skomplikowane i niepodobne do objaśnenia zjawiska. Jedną z najbardziej zadziwiających sztuk była zamiana osobowości. Pierwszy lepszy biedak za niewielką opłatą mógł się czasowo zamienić, w kogo tylko zapragnął. Znałem pewnego staruszka, buchaltera Zjednoczonego Banku, który każdą wolną chwilę spędzał na dziedzińcu cudów, w nawpółciemnym pokoju, z niskim sufitem, gdzie niepojętym jakimś sposobem, zamieniał się w króla. Ale sztuka magów na tem się jeszcze nie kończyła; mogli oni zamieniać człowieka w jakie kto chciał zwierzę. W ciągu kilku minut gość przeżywał dziwne, niepojęte rzeczy. Widział się to wśród dziewiczych lasów, to wśród pustyni, w głębi oceanu, a nawet na przeróżnych planetach. Wszystkie te obrazy przesuwały się, jak wicher, przed oczyma jego duszy, a gdy zbudził się do rzeczywi-