Strona:PL Owidiusz - Przemiany.djvu/040

Ta strona została przepisana.
VI. Smok Pyton.

Inne żywe rodzaje już ziemia wywodzi
Sama z własnego łona; bo gdy słońca skwary
Na wilgotne płaszczyzny miotają pożary,
Ciepłem ożywczem płodne krzepiąc się, nasiona
Wykłuły się i wyszły z wspólnej matki łona,
A w miarę swego wzrostu nabierając siły,
Powoli się postacią i farbą pokryły.
Tak gdy Nil, mokre jeszcze opuściwszy łany,
Znowu w dawnem korycie toczy swe bałwany,
A świeżą madę[1] spiecze słońce południowe,
Często wówczas oracze, krając skiby nowe
W polu różnych owadów znajdują tysiące.
Jedne wylęgłe, drugie jeszcze się lęgnące,
I często w jednem ciele pół owadu żyło,
A pół było bez czucia martwą ziemi bryłą.
Gdy zaś ciepło z wilgocią w jednej staną mierze,
Kojarzą się i wszystko od nich życie bierze;
Gdy ogień walczy z wodą, ciepła wilgoć życie
Daje i spór żywiołów stanowi o bycie.
Tak gdy z obszarów ziemi po świeżej powodzi,
Zastawując muł tłusty, zbytnia woda schodzi,
Ziemia, łagodnem ciepłem rozgrzana, wydaje
Niezliczone owadów i zwierząt rodzaje,
Częścią kształt dawny swoim zachowując tworom,
Częścią życia nieznanym udziela potworom.
Ona przez zbytnią płodność, ukrytą w jej łonie,
Wbrew woli ciebie rodzi, olbrzymi Pytonie,

  1. Mada — szlam, muł.