Strona:PL Owidiusz - Przemiany.djvu/071

Ta strona została przepisana.

»Przez mowę mię zdradziłaś: stracisz mowę« rzekła.
Groźbę potwierdził skutek: Echo, już niemowa,
Ledwie jeszcze ostatnie dopowiada słowa.
Widzi, jak Narcyz w dzikie zapuszcza się knieje:
W ślad jego postępuje i skrycie goreje.
Ilekroć chciała lube uczynić wyznania
I słodkie łączyć prośby, wstyd i cnota wzbrania.
Więc to czyni, co może: w gęstwinie schowana,
Czeka, kiedy powtórzyć wyrazy młodziana.
Narcyz, zbłąkany w lesie, złudzony szelestem:
»Tu jestem« rzekł do swoich. Echo na to: »Jestem«,
»Przyjdź!« mówi Narcyz, słucha i patrzy dokoła,
Dziwiąc się, że go wzywa ten, kogo on woła.
»Cóż to? ode mnie stronisz?« gniewny Narcyz fuknie.
»Stronisz« głos mu nieznany z gęstwiny odhuknie.
Zdumiał się, a nie wiedząc, kto się w lesie chowa,
»Tu się zejdźmy!« zawołał. Nigdy chętniej słowa
Nie powtórzyła, jak to, zachwycona Echo
I słowo w czyn zmieniając, wybiega z uciechą,
Pewna, że jej udręczeń już koniec jest bliski.
»Śmierć raczej — krzyknie Narcyz — niż twoje uściski:
Nigdy cię nie pokocham«. — »Kocham« nieszczęśliwa
Tem jednem jeszcze tylko słówkiem się odzywa.
Wzgardzona, w las ucieka, twarz spłonioną kryje:
Mogłaby przeżyć miłość, wzgardy nie przeżyje.
Wszelki pokarm odrzuca, zamyka się w skale;
Bez końca, łzy ją niszczą, wycieńczają żale.
W ulotne cząstki ciało rozdziela się całe,
Głos pozostał, a kości zmieniły się w skałę.
Duch jej błąka się dotąd po górach i w lesie,
Dotąd koniec pytania w odpowiedzi niesie.