Strona:PL Owidiusz - Przemiany.djvu/098

Ta strona została przepisana.

Drżący, stoły krwią skrapia. Dopiero zawrzały
Niepowściągnione w dzikim motłochu zapały.
Już nie tają srogiego dłużej przedsięwzięcia,
Że przyszli zamordować i teścia i zięcia.
Lecz uszedł Cefej, bóstwem świadcząc się gościnnem,
Że tego praw zgwałcenia nie on został winnem.
Wtem wojenna Pallada, o brata troskliwa,
Śmiałość w serce wetchnąwszy, tarczą go zakrywa.
Był w tym tłumie wódz Indów; Gangesowi miła
Limnate w kryształowej grocie go powiła.
Atys wiosen szesnastu nie znał w życiu swojem,
Powabny, blask urody świetnym zdobił strojem.
Z szyi łańcuch złocisty, a z ramion młodziana
Spada chlamis tyryjska, złotem przeszywana;
Włosy, mirrą przesiąkłe, spina djadem złoty,
Umie zręcznie opodal celne ciskać groty,
Lecz jeszcze jest bieglejszym w napięciu cięciwy.
Gdy mierzył na Perseja, Persej, zemsty chciwy,
Porwał dymiącą głownię z domowych ołtarzy
I silnej ręki rzutem strzaskał mu pół twarzy.
Likabas pierwszy ujrzał, jak Atys w krwi broczył;
Ścisły go z nim od młodu serc związek jednoczył,
I nie krył, że miłością do młodziana płonął.
Widząc, jak Atys ducha w pośród mąk wyzionął.
Po czczych łzach, gniewem zdjęty, jego łuk porywa,
I rzekł: »Poznasz, Perseju, co może dłoń mściwa;
Nie ucieszysz się długo z twojego morderstwa:
Nienawiść ci zjednało, nie chwałę rycerstwa«.
Jeszcze mówił, już pocisk z cięciwy wyśpieszył,
Lecz chybił i płaszcz tylko Perseusza przeszył.
Ten go przebija szablą, sławną z krwi Gorgony,